No
tak. Jak zwykle problemy. Wynikające z przekształcenia Pasiaka w Wolniaka.
Pisałem wcześniej o „embarras de richesse”, czyli „kłopocie (wynikającym z)
bogactwa”, i teraz, qrna, mam.
Mam
w domu… sorry, przez chwilę miałem, ileś-tam kanałów telewizji, gdyż jednym z
pierwszych kroków było pozbycie się telewizora oraz rozwiązanie wszelkich umów
z jego posiadaniem związanych. Wcześniej wystarczało mi 6 kanałów TV PIERDEL,
gdzie gadające głowy mieliły te same tematy praktycznie na tę samą modłę,
rzadko dopuszczając oponentów do głosu – a nawet jak jakiś oponent otwierał
paszczę, to najczęstszym zdarzeniem było rzucenie przez którego z ziomali
zalecenia: „Wyłącz te kurwy, na czwartym leci mecz/na piątym „Rambo”/na drugim
kabarety”, itp. itd. Ciężkimi przedmiotami w TV nie rzucano, gdyż rzucającego
czekałby wpierdol srogi a bolesny, z przyczyn oczywistych, których tłumaczyć
nie ma tu potrzeby.
Mam
za to, tu na wolności, oczywiście z dawna wytęskniony Internet, z jakimś pół
miliardem „kanałów”, co do niejednej już konkluzji zdążyło mnie przywieść. Po
pierwsze zgadzam się z mistrzem Lemem, że gdyby nie Sieć, to nie uwierzyłbyś,
że tylu idiotów świat może nosić i się od tego nie zapaść (luźna trawestacja);
po drugie mam dostęp do dowolnie wybranej muzyki w formie internetowych radiUFF
(3-4 lata temu nie wiedziałem, że można sobie ustawić dowolnego ulubionego
wykonawcę, a może faktycznie nie było można), i jednak mogę wyłowić to, co
piszczy w trawie po stronie przeciwnej od głównego nurtu, i o dziwo niegłupie
umysły się tam niejednokrotnie produkują. Acz na wnioski w tej sferze za
wcześnie, na razie się rozglądam, i ogólnie ostrożnie obwąchuję różne opcje.
Świat
się nadal do mnie uśmiecha, a zwłaszcza różne, górne i dolne, elementy figur
postrzeganych przy różnych okazjach samic Homo sapiens, albo zresztą i
niekoniecznie sapiens; w końcu, jak to ktoś napisał: „czego się spodziewasz po
tyłku młynarki, poezji?...”, i wielką miał rację, zwłaszcza w stosunku do samca
nieobcującego od dłuższego czasu, więc również nie sapiens, czyli rachunki się
wzajemnie znoszą bez krzywdy dla którejkolwiek ze stron. Toteż szczerzą się do
mnie biusty, nogi i tyłeczki – a skoro one się szczerzą, to na twarze jakoś nie
mam czasu zwracać uwagi; jeszcze okazałoby się, że się jednak nie szczerzą, to i
po co się frustrować? Ja oczywiście szczerzę się zwrotnie, i pewnie dlatego mam
wokół siebie wolną na kilka metrów przestrzeń nawet w zatłoczonym centrum
handlowym, a 80-letnia turystka z poprzedniego odcinka wolała dokończyć żywota
na ławeczce, niż mi towarzyszyć, choć jej zwiędłe atrybuty się do mnie
bynajmniej nie szczerzyły, a raczej kwaśno i kaprawie na mnie spoglądały,
rzekłbym. No nic, jakoś te uśmiechy się w końcu wyrównają, choć za „te śmieszne
ruchy” mam zasadę nie płacić, i w związku z tym z żadną agentką uprawiającą
masaże towarzyskie nie mam zamiaru wchodzić w zażyłość, ani w jedno-, ani w
wielokrotną.
Megi
do obróbki zostały przez zleceniodawcę potwierdzone, ergo pierwsze dinero już
niedługo wpłynie do mojej kieszeni, kolejne zlecenia w drodze – i aż się nie
mogę nadziwić fartowi mojemu. Byłoby-ż to jakoweś zadośćuczynienie ze strony
Opatrzności? Dotychczas znałem powiedzenie: „Każdy dobry uczynek zostanie
kiedyś UKARANY”, czyli wychodzi na to, żem jednak zatwardziały bandzior, skoro
okoliczności tak sprzyjają. Pewnie więc dla równowagi złamię jutro kość
goleniową z przemieszczeniem, a mieszkanie mi się sfajczy – nie traćcie
nadziei, Czytelnicy. Jakbym nagle znów przestał pisać, to znaczy, że
wykrakałem. Póki jednak klawiatura w garści, a prąd w kablach, podzielę się
jeszcze z Wami wiadomością, że miejscowy pub nazywa się po prostu PUB (taki ma
wymyślny szyld umieszczony przez właściciela z nadzwyczaj wyrafinowanym
gustem), a Piotr, jeden ze świeżo zapoznanych kompanów od szklenicy zwierzył mi
się, że przybytek ów winien zwać się „Patologia”. Hm – poza etnograficznie
uzasadnionymi w takim miejscu werbalnymi kurwami, konkursem bekania, postronnym
pawiem rzuconym w weekendowy wieczór na trawnik przez jednego z bywalców oraz
pojedynkiem na pięści między dwoma innymi krewkimi bywalcami, którzy
kulturalnie wyszli na zewnątrz, by wymienić męskie uprzejmości – żadnych
patologii nie zaobserwowałem, zaś wyżej wymienionych zdarzeń żadną wszak miarą
patologią nazwać się nie godzi.
Igraszkom
barowym przygląda się z pobłażaniem barman imieniem Danko, który pochodzi z
Bałkanów, i nie takie hopsztosy już w knajpach widywał, choć stosunkowo młody
wiekiem to człek. Sympatyczny jest również na trzeźwo; to znaczy na moje
trzeźwo (gdyż koniecznie postanowiłem to sprawdzić, by się upewnić, że nie do
końca mi się pojebało w łepetynie), a pewne pokrewieństwo dusz można
wytłumaczyć hardkorowymi przeżyciami danymi nam obu w przeszłości, choć odmienne
były z pewnością tych przeżyć charaktery. Muszę z nim któregoś dnia wyduldać
coś o większej objętości, bo sukinsyn nic procentowego w pracy nie łyka, a jeno
uśmiecha się lisio i w sposób nieodgadniony, na widok klienteli brewerie
odprawiającej, zaś do znajomości smaku rakii nieopatrznie mi się zdążył już
przyznać. I tu go mam, a raczej miał będę.
I
w tym cała rzecz, jak pisał Kalasanty spętany, własnopiórnie sobie prorokując
wolnościową chujnię w którymś odcinku – w zamknięciu wszystko za ciebie
organizują, od pobudki do zgaszenia światła, choć po drodze, w ciągu takiego
dnia, sporo elementów burdelizacji totalnej się przydarza,
kamikadze-boski-wiatr-nie-ma-przebacz. Nie organizują ci wbrew pozorom pór
oddawania długu naturze; w „Skazanych na Shawshank" to fajny greps był,
ale to film, i to o latach przeszłych traktujący. Rzecz – i to rzecz
najważniejsza – w tym, że w celi byłeś „ustawiony”, ferajna cię miała w
poważaniu, i byłeś ziomom guru. Bo musiałeś. Bo wymuszona przez system słabość wynikająca
z zamknięcia dała w efekcie SIŁĘ do przetrwania.
A
co mi da siła wolności?...

4 komentarzy:
Jak połączysz "niewolę" z "wolnością" ? Czy MASZ siłę - to pytanie nic nie ma wspólnego z wątpieniem, nic a nic...od granica, tylko tyle.
Pozdrawiam
nutka
"Jeszcze jedno: niewola ma to do siebie
Że wiesz, kiedy jeść będziesz, kiedy spać się kładziesz
Permanentnie obecna takie coś wyzwoli
Że nie można żyć inaczej niźli tylko w niewoli
Myślę sobie, że kiedy jej już zabrakło
Każdy musi decydować, jak żyć na nowo
Wielu tego po prostu nie potrafi
Nikt ich nie nauczył, tacy bezradni"
Kult, Ostatni pociąg podmiejski, 1993
Panie Wolniak, załóż Pan sobie fanpage na fb. Łatwiej będzie informować o nowych notkach, a i zarobić coś może będzie można po jakimś czasie. Pozdrawiam i podążam już nie ze względu na tematykę, lecz pióro. Pisz Pan, bo dobrze to Panu idzie.
Thx, Nutko (Twój komentarz total odjechany - napisz, co palisz, bo ja też chcę :))
P.Skamandryta - też dzięki; pomyślę, i zapraszam do dalszej lektury i rozpowszechniania.
K.W.
K.W. SIĘ
nutka
Prześlij komentarz